3 mity na temat ‘Standardów edukacji seksualnej’ WHO

Okładka polskiego wydania dokumentu pt. Standardy edukacji seksualnej w Europie z 2012 roku

Autor: Michał Zabdyr-Jamróz

Od paru tygodni toczy się w Polsce debata publiczna na temat wprowadzania do szkół edukacji seksualnej zgodnej z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Wytyczne te zawarte są w dokumencie pt. Standardy edukacji seksualnej w Europie. Podstawowe zalecenia dla decydentów oraz specjalistów zajmujących się edukacją i zdrowiem [1]. Standardy te opracowane został w 2010 przez Regionalne Biuro WHO wraz z niemieckim Federalnym Biurem ds. Edukacji Zdrowotnej w Kolonii (polskie tłumaczenie wydano w 2012 r.). Powstały na bazie przeglądu literatury naukowej i konsultacji z ekspertami. Zawierają szereg rekomendacji w ramach tzw. holistycznego modelu edukacji seksualnej, w którym edukacja ta traktowana jest jako istotny element promocji zdrowia. Jej „holistyczność” odnosi się do uznawania seksualności za nieodłączny wymiar człowieczeństwa (s. 5). Nawiązuje ona także do przyjmowanej przez WHO holistycznej definicji zdrowia jako „dobrostanu fizycznego, psychicznego i społecznego, a nie tylko braku choroby lub niedomagania” (s. 17) . Stąd temat ten jest bardzo istotny z perspektywy zdrowia publicznego.

Zagadnienie edukacji seksualnej nie od dziś budzi ogromne kontrowersje. W klimacie gorącego sporu politycznego wokół Standardów edukacji seksualnej WHO narosło mnóstwo nieporozumień, przeinaczeń a nawet mitów. Niektóre z nich wyglądają na bardzo przekonywujące, gdyż opierają się na cytatach z rzeczonego dokumentu i fotokopiach umieszczonych tam tabel. Fragmenty te jednak są wyrwane z kontekstu i zinterpretowane w sposób wyraźnie nieżyczliwy a wręcz nieuczciwy. Wszystko po to, by podważyć sens merytoryczny i etyczny rekomendacji WHO w kwestii edukacji seksualnej.

Celem tego tekstu jest sprostowanie tych nieporozumień, przeinaczeń i pomyłek – jako przesłanek krytyki niemających podstaw w samym dokumencie. Nie jest intencją tego tekstu wchodzenie w dyskusje światopoglądowe z osobami, które posługują się taka krytyką. Ma on raczej pokazać, że krytykowanych treści albo w Standardach WHO nie występują, albo zostały wyolbrzymione i nie zasługują na tak surową krytykę, nawet z perspektywy systemu wartości tych, którzy tę krytykę stosują. Dyskusja światopoglądowa jest jak najbardziej uprawniona, ale ważne żeby opierała się na prawdziwych argumentach i poprawnym rozumieniu dyskutowanego dokumentu. Sprostowanie to stanowi więc okazję dla lepszego objaśnienia Standardów edukacji seksualnej WHO poprzez odczarowanie trzech mitów, które wokół nich narosły.

Poniższy wpis bazuje na tekście, który ukazał się na stronach Klubu Jagiellońskiego, a który jest bezpośrednią polemiką z treścią vloga pt. Czego Trzaskowski i WHO chcą uczyć dzieci?, autorstwa Krzysztofa Mazura, byłego prezesa Klubu (bierze też pod uwagę jego ripostę). O ile przykłady i cytaty przytaczane w tym miejscu zaczerpnięte są ze wspomnianego vloga, to są one reprezentatywne dla wielu nieporozumień nt. Standardów WHO, w tym tych propagowanych przez działającą od 2013 roku inicjatywę Stop Seksualizacji Naszych Dzieci.

 

Mit 1. WHO promuje permisywizm, uczy tylko antykoncepcji i ignoruje lokalną kulturę

Pierwszy zarzut przytaczany często w debacie publicznej, a wyraźnie zilustrowany we wspomnianym vlogu, dotyczy opozycji między dwoma kulturowymi światami:

  • Tradycyjny/wschodni model seksualności regulowanej kulturowo, w której bierze się pod uwagę „czynnik duchowy, rozwojowy i psychologiczny” oraz postuluje „odpowiedzialne rozpoczynanie życia seksualnego”. Dla autora vloga jest to dużo „lepsze od tego, co proponuje WHO”;
  • Model WHO, w którym rzekomo ściśle naukowo (a w istocie ideologicznie) i arogancko postuluje się „zero ograniczeń społecznych i kulturowych dla seksualności”, a jedyne, na co powinniśmy zwracać uwagę, to „kwestia bezpieczeństwa” (tj. antykoncepcję).

Problem w tym, że w Standardach WHO tak zarysowanego podziału wcale nie znajdziemy.

W ten sposób podnoszona jest krytyka, że wytyczne WHO są sztywnym schematem narzucanym bez adaptacji do lokalnych uwarunkowań kulturowych i bez dostosowania edukacji do stopnia rozwoju dzieci. Przy uważniejszej lekturze okazuje się jednak, że nie tylko na taką adaptację w dokumencie jest miejsce, ale i jest ona wprost rekomendowana w pierwszej zasadzie holistycznej edukacji seksualnej (s. 27): „Holistyczna edukacja seksualna powinna opierać się na następujących zasadach: […] powinna być dostosowana do wieku, stopnia rozwoju młodych osób i zdolności rozumienia, a także do kultury, z jakiej się wywodzą, uwzględniając społeczno-kulturową tożsamość płci. Powinna też odnosić się do rzeczywistej sytuacji, w jakiej żyją młodzi ludzie”.

Zarzut koncentracji przez WHO na kwestii bezpieczeństwa jest o tyle chybiony, że już w samej przedmowie do Standardów WHO (s. 5) autorzy podkreślają: „Tradycyjnie pojmowana edukacja seksualna koncentrowała się na potencjalnym ryzyku, jakie niesie ze sobą seksualność, takim jak nieplanowana ciąża czy choroby przenoszone drogą płciową. To negatywne ukierunkowanie często przeraża dzieci i młode osoby, co więcej – nie odpowiada ich zapotrzebowaniu na informacje oraz umiejętności i w zbyt wielu przypadkach po prostu nie jest trafne w odniesieniu do ich życia.”

Ponadto w dokumencie (s. 5) znajdziemy uwagi wyraźne podkreślające społeczny wymiar seksualności: „Kluczowym argumentem za wprowadzeniem edukacji seksualnej stało się przekonanie, że młodzi ludzie powinni być wspierani, umacniani oraz mieć możliwość traktowania własnej seksualności w odpowiedzialny, bezpieczny i satysfakcjonujący sposób, a nie skupiać się głównie na indywidualnych kwestiach bądź zagrożeniach”. Możemy przeczytać tam też, że: „Celem jest rozwinięcie u nich [dzieci] pozytywnego i odpowiedzialnego nastawienia do seksualności, co pozwoli im na bycie odpowiedzialnym nie tylko w odniesieniu do siebie, ale także w odniesieniu do innych osób będących członkami społeczeństwa, w którym żyją”.

 

Mit 2. WHO uczy dzieci masturbacji

Najbardziej „skandaliczne” fragmenty dokumentu znajdziemy, zdaniem wielu krytyków Standardów WHO, w tabelach wskazujących efekty edukacji seksualnej. Autor vloga wskazuje: „Czytamy np. w tym dokumencie, że uczniowie w wieku od 4 do 6 lat mają zostać przez nauczycieli pouczeni na temat »radości i przyjemności z dotykania własnego ciała«” (s. 38). Potem słyszymy w nagraniu, że „afirmacja masturbacji pojawia się także w każdej kolejnej grupie wiekowej”. Następnie podawany jest przykład, że dzieci w wieku od 6 do 9 lat „mają otrzymać informacje na temat seksu w mediach (łącznie z Internetem)” (s. 42). Cały fragment vloga kończy się uwagą, że to niedopuszczalne, aby „obce osoby uczyły nasze dzieci afirmatywnego podejścia do masturbacji”.

Po usłyszeniu czy przeczytaniu tych – tak zaprezentowanych – fragmentów dokumentu WHO można by uznać, że oburzenie jest całkowicie uzasadnione. Problem w tym, że przytoczone cytaty zostały wyjęte z kluczowego kontekstu, którym jest (standardowy na obszarze Unii Europejskiej) podział efektów edukacji (czasem określanych jako efekty „kształcenia” lub „uczenia”) na: wiedzę, umiejętności i postawy. W dokumencie jest on objaśniony w podrozdziale Wstęp do matrycy edukacji seksualnej (s. 33-34).

  • Wiedza („przekaż informacje na temat…”) to dostarczanie „faktów związanych z edukacją seksualną w sposób wyważony, wyczerpujący i dostosowany do wieku”.
  • Umiejętności („naucz…” – co istotne, nie jest to tożsame z „uczeniem”) to „zdolność odpowiedniego zachowywania się w zależności od poszczególnych sytuacji”.
  • Postawy (na uniwersytetach opisuje się je jako „kompetencje społeczne”) to już wyraźnie element etyczny dydaktyki będący odpowiedzialnością i rodziców i nauczycieli – to „zinternalizowane opinie i wartości związane z poszczególnymi zagadnieniami”.

Początkowy fragment matrycy edukacji seksualnej dla grupy wiekowej 0–4 lata. W pierwszej kolumnie są wskazane zagadnienia a w pozostałych – trzy kategorie efektów edukacji | źródło: Standardy edukacji seksualnej WHO, s. 38

Trzem kategoriom efektów odpowiadają poszczególne kolumny tabeli „matrycy edukacji seksualnej”.

Ten techniczny podział stanowi dla dydaktyków chleb powszedni. Jednakże, nawet dla dobrze wykształconego laika, który czyta go w pośpiechu i na wyrywki, sens tabeli umyka, jako „jakieś uporządkowanie”. Kontekst trzech efektów edukacji, przy relatywnie prostym a ogólnikowym języku, może wprowadzać w błąd osoby niezorientowane w temacie. Przykładowo sformułowanie „naucz” – utożsamiane w mowie potocznej z uczeniem i edukacją w ogóle – w Standardach WHO odnosi się tylko do umiejętności. Samo przekazanie informacji (wiedzy) o jakiejś praktyce czy zjawisku nie musi oznaczać wcale jej „nauczania”. Z oczywistych względów, umiejętności odnoszące się do wiedzy o jakimś problemie będą polegać na radzeniu sobie z nim, a nie sprawniejszym jego powodowaniu. Tak właśnie, przy nieuważnej lekturze tabel, powstaje wrażenie, że efektem ma być „nauczanie masturbacji” czy też „nauczanie oglądania seksu w Internecie”. Holistyczna edukacja seksualna zdecydowanie nie ma takiego celu.

Przykład wprowadzającego w błąd cytowania treści Standardów WHO. Trzy odrębne kategorie efektów edukacji („przekaż informacje… ; naucz dziecko…; pomóż dziecku rozwijać…”) zgrupowano razem w jednej kolumnie, przez co powstaje wrażenie, że WHO rekomenduje by „uczyć dziecko” i „pomagać mu rozwijać” „masturbację w okresie wczesnego dzieciństwa”, podczas gdy rekomendacja dotyczy tylko informowania o tym temacie | źródło: ulotka inicjatywy Stop Seksualizacji Naszych Dzieci (ok. 2016 r.)

Dokument WHO zawiera wyjaśnienie, skąd w kategorii wiedza pojawiają się te kontrowersyjne tematy: „Ogólnie mówiąc, w ciągu pierwszych 6 lat dzieci w gwałtowny sposób rozwijają się, przechodząc od całkowitej zależności do częściowej niezależności. Zaczynają postrzegać własne ciało. Dzieci mają uczucia seksualne nawet we wczesnym okresie niemowlęcym. Między 2. a 3. rokiem życia odkrywają fizyczne różnice między mężczyznami i kobietami. W tym czasie zaczynają odkrywać własne ciało (masturbacja we wczesnym dzieciństwie, autostymulacja) i mogą także próbować badać ciała swoich przyjaciół (zabawa w lekarza). Dzieci zdobywają informacje o swoim środowisku, eksperymentując, a nauka seksualności niczym nie różni się w tym zakresie. Na podstawie wyników licznych badań obserwacyjnych zidentyfikowano powszechne zachowania seksualne u dzieci, a równocześnie stwierdzono, że tego typu zachowania są normalne. Poprzez badanie uczuć seksualnych i pragnień oraz przez zadawanie pytań dzieci uczą się coraz więcej o seksualności. Od 3. roku życia dzieci rozumieją, że dorośli są skryci w odniesieniu do tego zagadnienia” (s. 23).

Właśnie w tym kontekście pojawia się „informacje/wiedza” na temat istnienia zjawiska masturbacji (s. 40). W kolumnie „umiejętności” nie ma nic na temat „uczenia masturbacji”, a w „postawach” – nic na temat „afirmatywnego do niej stosunku” (chyba, że ktoś uznaje za taką afirmację postawę posiadania „pozytywnego obrazu swojego ciała”).

Skoro dzieci już tak wcześnie samodzielnie zaczynają odkrywać własną cielesność – w tym przyjemność z dotykania swojego ciała – zasadne byłoby wyjaśnienie im tych kwestii po to, aby zachować kontrolę nad tym, czego i jak się dowiadują. Wydaje się, że warto informować (dostatecznie rozumiejące) dziecko o tym, że dotykanie siebie w taki sposób nie jest symptomem, że jest z nim „coś nie tak”, ale też, że robienie tego przy innych nie jest właściwe. Dzięki temu możemy uniknąć wielu niezręcznych sytuacji. Zapobiegniemy też niepotrzebnemu napięciu i stresom związanym z takimi sytuacjami. Oczywiście, w idealnym świecie takie rozmowy z dzieckiem powinni prowadzić rodzice. Ale też doskonale wiemy, że niektórzy z nich mogą nie być do tego przygotowani, ani psychicznie, ani merytorycznie. Kompetentny nauczyciel, który ma wprawę w mówieniu na ten temat, stanowić będzie dla rodzica bezcenną pomoc.

 

Mit 3. WHO promuje pornografię

Kolejny typowy zarzut stawiany Standardom WHO odnosi się do tego, jak poruszane jest w nich zagadnienie pornografii. Przykładowo, autor wspomnianego vloga stwierdza, że „WHO nie nadąża za rzeczywistością. Z perspektywy tego dokumentu największym problemem i wyzwaniem jest edukować młodych ludzi, żeby uprawiali bezpieczny seks […] Natomiast z perspektywy bardziej aktualnych badań widać, że coraz większym, rosnącym problemem jest uzależnienie od pornografii”. Vloger zauważa, że w dokumencie WHO słowo „pornografia” pojawia się tylko sześć razy (jego zdaniem nieproporcjonalnie mniej niż „AIDS” i „antykoncepcja”). Dodaje, że występuje w dokumencie „zawsze w kontekście neutralnym jako coś, co przybliża nam zrozumienie seksualności, a nie coś, co jest dla tej seksualności zagrożeniem”.

Z twierdzeniem o koncentracji tylko na bezpiecznym seksie rozprawiłem się już wyżej (mit 1.). Teza za nim podążająca jest o tyle problematyczna, że autorzy Standardów edukacji seksualnej WHO bardzo wyraźnie wskazują na negatywne konsekwencje pornografii. W podrozdziale zatytułowanym Młodzież jest narażona na informacje pochodzące z wielu nowych źródeł (s. 21-22), autorzy dokumentu WHO piszą wyraźnie: „Nowoczesne media, przede wszystkim telefony komórkowe i Internet, w krótkim czasie stały się niezwykle istotnymi źródłami informacji. Jednak szereg tego typu informacji, zwłaszcza te dotyczące seksualności, jest nieprawdziwych, niewyważonych, nierealistycznych i często poniżających, zwłaszcza w stosunku do kobiet (pornografia zamieszczana w Internecie). Dlatego też biorąc pod uwagę racjonalnie uzasadnioną potrzebę edukacji seksualnej, konieczne jest przeciwdziałanie i korygowanie błędnych informacji i wyobrażeń przekazywanych przez media”.

Nie jest to, co prawda, krytyka pornografii z dokładnie tych samych powodów, jakie wskazuje autor vloga – mówi on bowiem o badaniach kilka lat późniejszych [2-6] niż same Standardy WHO. Jednakże, zdecydowanie jest to krytyka w podobnym duchu – tj. podkreśla negatywne skutki społeczne. Wpisuje się ona w wyniki najnowszych badań. W tym sensie autorzy dokumentu WHO w znacznej mierze antycypowali wiele późniejszych odkryć poświęconych tej problematyce. I właśnie to bardzo krytyczne spojrzenie na zjawisko pornografii nadaje ton użyciu tego słowa w dalszych częściach tekstu. W efektach kształcenia dla dzieci w wieku 9–12 lat wiedza o pornografii jest wprowadzana razem np. z informacjami o „presji rówieśniczej” w kontekście wpływu „na podejmowanie decyzji dotyczących seksu, partnerstwa i zachowań” (s. 45). Umiejętnością dziecka ma być w tym kontekście: „radzenie sobie ze zjawiskiem pornografii” – czyli zdecydowanie nie „afirmowanie pornografii”, jak można by wnioskować z logiki „przekazywanie wiedzy = afirmowanie”.

Co prawda, „uzależnienie od pornografii” nie pojawia się w Standardach edukacji seksualnej WHO expressis verbis, ale pornografia występuje zaraz obok „uzależnienia od seksu” i prostytucji jako zjawisko, które nauczyciele powinni wyjaśnić dzieciom w wieku lat 15 i więcej (s. 50): „Seks powiązany z wymianą dóbr ekonomicznych (prostytucja, seks w zamian za prezenty, posiłki, wspólne wyjścia, niewielkie sumy pieniędzy), pornografia, uzależnienie od seksu”.

Zdecydowanie nie jest prawdą twierdzenie, że intencją Standardów edukacji seksualnej WHO jest wskazywanie dzieciom pornografii jako źródła wiedzy o seksie. Na tej samej zasadzie jak nie chodzi w nim o „nauczanie prostytucji” lub „afirmowanie uzależnienia od seksu”. Celem wskazywanym w dokumencie wielokrotnie jest wyjaśnienie, czym jest pornografia i dlaczego dzieci właśnie nie powinny uznawać jej za odpowiednie źródło wiedzy. I nie jest też tak, że to przez edukację dzieci w ogóle dowiedzą się o pornografii. Sam vloger zwraca uwagę na fakt, że wraz z popularyzacją urządzeń mobilnych dostęp dzieci do pornografii stał się powszechny nawet w bardzo wczesnym wieku. Pytanie, co z tym faktem zrobić. Przemilczeć? Udawać, że problemu nie ma? A może raczej edukować, wyjaśniać i uczyć dzieci radzenia sobie z tym zjawiskiem?

Właśnie dlatego wiedza o pornografii pojawia się w efektach kształcenia już dla dzieci w wieku 6–9 lat (s. 42): „Seks w mediach (łącznie z Internetem)”. Bowiem, w tym wieku młodzi ludzie mogli już mieć z nią do czynienia. Kontakt z pornografią mógł się przytrafić przypadkiem albo za sprawą rówieśników w szkole czy podczas zabawy – nawet dzieciom wychowywanym w ścisłej kontroli tego, co oglądają. Wiedza ta jest niezwykle cenna, gdyż na niej można budować umiejętność „radzenia sobie z obrazem seksu w mediach” (s. 42) i świadomość, „że seks jest przedstawiany w mediach w różny sposób”. Dzięki temu dziecko będzie przygotowane na taką ewentualność: będzie wiedziało, że obraz seksu przedstawiony w pornografii jest obrazem fałszywym; że absolutnie nie należy czerpać z niego wiedzy o ludzkiej seksualności i właściwych relacjach. Taka edukacja ma większą szansę – niż udawanie, że tematu nie ma – zapobiec wystąpieniu w przyszłości uzależnienia od pornografii.

Przykład (oznaczony na czerwono) tego jak to samo zagadnienie (seks w mediach) może być przedmiotem przekazywania wiedzy, nauczania i rozwijania postaw. Obraz ilustruje też, że informowanie o masturbacji czy współżyciu zdecydowanie nie przekłada się na uczenie i pomaganie dziecku w ich rozwijaniu | źródło: Standardy edukacji seksualnej WHO, s. 42

Jest zrozumiałym, że przywoływany przez autora vloga esej Karoliny Lewestam (ze stycznia 2019 roku) poświęcony zagrożeniom pornografii zrobi duże wrażenie. Jednak retoryczny gest wysyłania go ekspertom WHO, w przekonaniu, że nie nadążają za dorobkiem najnowszych badań jest poważnym nieporozumieniem. Jeszcze większym jest sugerowanie, że teraz nie trzeba w edukacji seksualnej tak bardzo koncentrować się na chorobach przenoszonych drogą płciową i przedwczesnych ciążach, bo poważniejszym problemem „może” być to, „że nastolatkowie nie będą chcieli uprawiać seksu, bo będą tak uzależnieni od zastrzyków dopaminy w trakcie oglądania pornografii”.

W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że HIV/AIDS oraz inne choroby przenoszone drogą płciową dalej są poważnym problemem zdrowotnym także w Polsce, a ignorowane mogą być jeszcze większym. W raporcie Narodowego Instytut Zdrowia Publicznego z r. 2018, pośród najistotniejszych faktów wskazane jest, że „istnieje pilna konieczność usprawnienia profilaktyki w zakresie zakażeń HIV oraz chorób przenoszonych drogą płciową” w kontekście dążenie do „odwrócenia niekorzystnych trendów występowania zakażeń HIV” [7, s. 22-23]. Ciąże nastolatek to dodatkowo wielki problem społeczny, który w nieproporcjonalnie większym stopniu dotyka osoby o niższym statusie socjoekonomicznym, czyli takie, które mają najmniejszy dostęp do adekwatnej edukacji i mają trudniejszą sytuację rodzinną [8]. Radzenie sobie z tymi zagrożeniami powinno pozostać istotnym elementem edukacji seksualnej, niezależnie od tego, w jakim modelu ta edukacja będzie przebiegać.

Nie oznacza to oczywiście, że pornografia nie jest, czy nie będzie problemem o rosnącym znaczeniu. Eksperci WHO są świadomi tego rodzaju zagrożeń i reagują na najnowsze wyniki badań. Świadczy o tym choćby uzupełnienie międzynarodowej klasyfikacji chorób w grudniu 2018 roku o „zaburzenia kompulsywnych zachowań seksualnych”.

Natomiast, eksperckie rekomendacje, co do identyfikacji priorytetowych problemów zdrowotnych związanych z seksualnością absolutnie nie powinny opierać się na pojedynczych, szokujących badaniach (a już na pewno nie na eseju z czasopisma nierecenzowanego, w którym z założenia stawia się tezy w sposób wyostrzony). Postępowanie takie byłoby rażąco nieprofesjonalnym przykładem widzenia tunelowego – a do tego ulegania modnym, głośnym medialnie tematom. WHO powinna opierać swoje rekomendacje na całokształcie badań poświęconych problemom w danym obszarze. Dotyczy to także poszukiwania przyczyn obserwowanego w ostatnich latach spadku aktywności seksualnej młodych amerykańskich mężczyzn oraz całokształtu badań poświęconych efektom pornografii [m.in. 2-6, 9-10].

 

Podsumowanie

Niniejszy wpis nie zamknie debaty o tym, jak powinna przebiegać edukacja seksualna dzieci – nie jest to jego celem. Ważne jednak by debata ta nie była toczona w oparciu o mity: by nie wprowadzała w błąd i by nie budowała wygodnego politycznie chochoła. Standardy edukacji seksualnej WHO nie mają na celu promowania permisywizmu, nie uczą masturbacji, ani też nie afirmują pornografii. Edukacja seksualna powinna stanowić istotny element promocji zdrowia, jako przedmiot odpowiedzialności zarówno rodzin, jak i społeczności lokalnych oraz władz publicznych. W realizowaniu tej odpowiedzialności – wymagającej rzetelnej edukacji zdrowotnej – dezinformacja może tylko zaszkodzić.

Kontakt do autora: Michał Zabdyr-Jamróz


Blog Zdrowia Publicznego, red. M. Zabdyr-Jamróz, K. Badora-Musiał, Instytut Zdrowia Publicznego UJ CM, Kraków: 2 kwietnia 2019


Źródła:

  1. WHO i BZgA (2012), Standardy edukacji seksualnej w Europie Podstawowe zalecenia dla decydentów oraz specjalistów zajmujących się edukacją i zdrowiem, tłum.: dr n. med. Małgorzata H. J. Sikorska-Jaroszyńska, Beata Balińska, Ewa Pieszczyk, Anna Wiewióra; konsultacja naukowa: prof. zw. dr hab. n. med. Krzysztof Tomasz Niemiec; Biuro Regionalne WHO dla Europy i Federalne Biuro ds. Edukacji Zdrowotnej w Kolonii (BZgA), Lublin 2012
  2. Mary B. Short, Lora L. Black, Angela H. Smith, Chad Wetterneck, Daryl E. Wells (2012), A Review of Internet Pornography Use Research: Methodology and Content From the Past 10 Years, Cyberpsychology, Behavior, and Social Networking, January 2012, 15(1): 13-23
  3. Shane W Kraus, Valerie Voon, Marc N. Potenza (2015). Neurobiology of Compulsive Sexual Behavior: Emerging Science. Neuropsychopharmacology. (2015-09-22) 41(1): 385–386.
  4. Shane W. Kraus, Valerie Voon, Marc N. Potenza (2016), Should compulsive sexual behavior be considered an addiction? 2016 Dec; 111(12): 2097–2106.
  5. Kühn, J Gallinat (2016), Neurobiological Basis of Hypersexuality. International Review of Neurobiology. 129: 67–83
  6. Paul J. Wright, Robert S. Tokunaga, Ashley Kraus, Elyssa Klann (2017), Pornography Consumption and Satisfaction: A Meta‐Analysis, Human Communication Research, July 2017, 43(3): 315-343
  7. NIZP (2018), Sytuacja zdrowotna ludności polski i jej uwarunkowania, pod redakcją Bogdana Wojtyniaka i Pawła Goryńskiego, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny, Warszawa 2018
  8. Agnieszka Bałanda-Bałdyga, Celina Łepecka-Klusek, Anna B. Pilewska-Kozak, Agnieszka K. Pawłowska-Muc, Grażyna Stadnicka (2016). Macierzyństwo nastoletnich kobiet w aspekcie społecznym, psychologicznym i prawnym. Journal of Education, Health and Sport. 6(6):531-542
  9. Milton Diamond (2009), Pornography, public acceptance and sex related crime: A review. Journal of Law and Psychiatry. (September–October) 32 (5): 304–314.
  10. Anthony D’Amato (2006), Porn Up, Rape Down, Northwestern Public Law Research Paper No. 913013, 18 Jul 2006

Powrót